Miałam szczęście, mogłam realizować marzenia
Rozmowa z Genowefą Tokarską, wojewodą lubelskim
Jarosław Bury: – Dokładnie 29 listopada 2007 roku z rąk premiera Tuska
otrzymała Pani nominację na stanowisko wojewody lubelskiego. Dla mieszkańców
Biłgorajszczyzny, Zamojszczyzny było to miłe zaskoczenie i jednocześnie
wyróżnienie naszego regionu. Jak Pani zareagowała na wiadomość o nominacji?
Genowefa Tokarska: – Również byłam zaskoczona. Wiedziałam, że podejmuję
decyzję niezwykle odpowiedzialną. Musiałam zrobić bilans swoich możliwości.
Ostatecznie, decyzję o przyjęciu nominacji podjęłam po rozmowach z moją
rodziną.
– Ta nominacja to spory sukces i właśnie o sukces chciałbym zapytać. Czy
uważa Pani, że trzeba być stworzonym do sukcesu czy raczej należy na niego
zapracować? Jest na to jakiś złoty środek?
– Recepty na sukces upatrywałabym w pracy, w solidnej pracy. Bo przede
wszystkim to, co robimy decyduje, czy człowiek zostaje doceniony, czy nie. Być
może, na samym końcu potrzeba troszeczkę szczęścia...
– Tylko praca? Trzeba pomóc losowi, torować drogę do sukcesu...
– To zależy jak traktuje się pracę. Ja miałam to szczęście, że mogłam się
wykazać, zrealizować swoją wizję i marzenia. Myślę, że jakość tego, co
robiłam sprawiła, że zostałam zauważona w Lublinie. Często podkreślam, że
aby dobrze pracować trzeba mieć marzenia, przekonanie do tego, co się robi i
dążyć do celu.
– Czyli praca, marzenia i jasno sprecyzowane cele?
– Tak. Zdecydowanie.
– Wróćmy jeszcze na chwilę do roku 2007, do momentu nominacji wojewodów.
Wśród szesnastu wojewodów są tylko cztery kobiety. Tylko, czy aż cztery?
– Trzeba zauważyć ogromny postęp. To już 25 procent. Kobiety są przecież
także wicewojewodami, a coraz więcej pań zajmuje kierownicze stanowiska.
Pamiętam jak zostawałam wójtem gminy. Wtedy, 20 lat temu kobieta na takim
stanowisku mocno zaskakiwała – pojawiały się różne komentarze. Natomiast,
gdy zostałam wojewodą nie było już zdziwienia, że to kobieta rządzi
województwem. Zostało to przyjęte zupełnie naturalnie. Czas robi swoje.
– Czas upływa. Mamy już 2010 rok, a polityka jest wciąż męskim światem. Jak
kobiety się w nim odnajdują?
– Współpracując z mężczyznami i kobietami, nie zauważam żadnej różnicy.
Wszystko zależy od osobowości człowieka. Uważam, że idee łączą.
– Jesteśmy teraz świadkami medialnej debaty na temat parytetów na listach
wyborczych. Czy jako kobieta pochwala Pani tę inicjatywę?
– Myślę, że dla nas kobiet byłoby to, w pewnym sensie, upokarzające. Nie
chciałabym, żeby ktoś z klucza określał ile kandydatek ma znaleźć się na
listach wyborczych. Poza tym zmienia się mentalność kobiet. To my jeszcze
nie tak dawno mówiłyśmy, że nie damy rady, że to nie dla nas, że mamy inne
zajęcia. Dziś kierunek myślenia jest zupełnie inny. Jestem przekonana, że
problem rozwiąże się w sposób naturalny.
– Gdy na stanowisku wojewody lubelskiego zasiadła kobieta, pojawiły się
pewne wątpliwości dotyczące poprawności językowej. Wiele osób nie wie jak
poprawnie zwracać się do Genowefy Tokarskiej.
– Tak. Zauważyłam to. Nie chciałabym mówić o poprawności. Osobiście
preferuję formę męską, czyli wojewoda lubelski.
– W przededniu Dnia Kobiet proszę przyjąć życzenia dalszych sukcesów.
Dziękuję za rozmowę.
– Dziękuję. Muszę przyznać, że czuję wsparcie południowej Lubelszczyzny.
Jednocześnie pozdrawiam Czytelników „Gazety Biłgorajskiej” i „Gazety
Zamojskiej”. Wszystkim Paniom z okazji Dnia Kobiet składam życzenia zdrowia,
miłości i satysfakcji z tego, co robią.
Z Genowefą Tokarską rozmawiał Jarosław Bury.





