1. Skip to Menu
  2. Skip to Content
  3. Skip to Footer>
niedziela Sie 01

Komu czerwone, komu zielone?

Email

wtorek, 02 marca 2010 08:21

komu-czerwoneNowe technologie, stosowane na zamojskich drogach, mają rozładowywać korki. Zamojscy kierowcy nie widzą jednak żadnej poprawy, zaś urzędnicy – nie widzą problemu, chyba że z kulturą jazdy kierowców.

Jeśli te kamery i czujniki mają sterować ruchem, to w ogóle nie sterują. Na skrzyżowaniu Lwowskiej i Młyńskiej mogą przejechać trzy samochody, a reszta dalej stoi na czerwonym – żali się kierowca, który codziennie pokonuje to skrzyżowanie. Zamojscy taksówkarze wskazują kolejne, gdzie trudno o zielone światło: – To jakaś tragedia! Ciężko przejechać z Peowiaków na Sadową, bo zawsze pali się czerwone – mówi zdenerwowany kierowca Van Taxi.

Gdyby z czujnikami było coś nie tak, nie działałaby cała sygnalizacja. Wszystko funkcjonuje prawidłowo, więc nie trzeba niczego zmieniać – przekonuje Zdzisław Dymara z Zarządu Dróg Grodzkich w Zamościu. Jak informuje Dymara, na sześciu zamojskich skrzyżowaniach zainstalowano czujniki ruchu, dlatego wszystko jest tam w porządku. Skargi taksówkarzy uznaje za mocno przesadzone.

Ruch w mieście jest coraz większy, dlatego Zarząd Dróg Grodzkich zdecydował o zastosowaniu tzw. pętli indukcyjnych. Są to zatopione w asfalcie czujniki, które mają wpływ na działanie sygnalizacji świetlnej. Sygnalizacja zmiennoczasowa nie bez powodu nazywana jest „inteligentną”. Różni się tym od stałoczasowej, że pozwala na elastyczne rozładowanie ulicznych korków. To teoria, a jak jest w rzeczywistości?

W poniedziałkowe popołudnie na Młyńskiej ustawia się kilkanaście samochodów. Początkowo czas oczekiwania na zielone światło wynosi od minuty do 90 sekund. Gdy ruch jest uwolniony, jedzie tylko czterech kierowców, choć pozostałe drogi są prawie puste. Światło zmienia się często, ale zielone pali się bardzo krótko. Kierowca ósmego samochodu opuścił kolejkę dopiero po trzeciej zmianie oświetlenia.

Sytuacja wygląda inaczej, gdy natężenie ruchu jest małe po każdej stronie skrzyżowania. Wtedy pojedynczy samochód w ciągu kilku sekund otrzymuje zielone światło. Sygnalizacja nie rozładowuje więc dużych korków, przepuszczając wyłącznie małą liczbę samochodów.

Czujniki ruchu nie zwracają uwagi na liczbę samochodów. Zielone światło dostaje ten, kto pierwszy pojawił się w pobliżu skrzyżowania – wyjaśnia Zdzisław Dymara.

Pętle indukcyjne nie wykrywały motocyklów, dlatego kierowcy musieli jechać na czerwonym świetle. Jak się okazało, czujniki można było wyregulować, ale urzędników nikt nie informował o problemie – tak było w Olsztynie.

W Kielcach z pętlami zatopionymi w jezdni też bywały kłopoty. – To dlatego, że nawierzchnia przenosi obciążenia i dochodzi do ich uszkodzeń. Poza tym podczas frezowania kolein pętle są niszczone – mówi Bronisław Wawrzynkiewicz z kieleckiego MZD. Alternatywą dla czujników zatopionych w asfalcie są kamery. Dwa takie urządzenia spoglądają już na zamojskich kierowców, np. przy opisanym wyjeździe z ulicy Młyńskiej na Lwowską.

Co więc robić, gdy spotka nas kolejne długie „czerwone” i krótkie „zielone”? Zdzisław Dymara twierdzi, że sporo zależy od samych kierowców: – Trzeba umieć jeździć, szybko reagować na zmianę świateł i przestrzegać zasad ruchu drogowego. Żadne czujniki nie zastąpią kultury na drodze.

Adrian Such

 

Dodaj swój komentarz

Imię:
Temat:
Komentarz:

Bezpłatne wejściówki

cieszanow_rock_festiwal

Konkurs Ogród Marzeń 2010

ogrod marzen

Zostań Dziewczyną GZ

dziewcz-wiosny2010

Konkurs McDonald's

konkurs McDonald's